Pytanie „czy powinienem zmienić terapeutę?” rzadko pojawia się w idealnym momencie. Częściej po trudnej sesji, kilku tygodniach bez poczucia zmiany albo po sytuacji, w której klient poczuł się niezrozumiany. Internet łatwo podsuwa dwie skrajne rady: „zaufaj procesowi” albo „jeśli cokolwiek Ci nie pasuje, odejdź”.
Dobra decyzja zwykle wymaga więcej kontekstu.
Jedna trudna sesja nie definiuje całej terapii
Terapeuta może źle zrozumieć wypowiedź, zadać nietrafione pytanie albo zaproponować interwencję, która nie pomaga. Klient może być rozczarowany, zły albo zawstydzony.
Jeżeli relacja była dotąd bezpieczna, warto rozważyć powiedzenie o tym na kolejnym spotkaniu. Odpowiedź terapeuty może dostarczyć więcej informacji niż sam pierwotny błąd.
Osoba, która potrafi przyjąć feedback, zapytać o wpływ sytuacji i wziąć odpowiedzialność za własną część, pokazuje coś ważnego o sposobie pracy.
Powtarzające się ignorowanie feedbacku wygląda inaczej
Jeśli klient wielokrotnie mówi, że czegoś nie rozumie, nie czuje się bezpiecznie albo nie zgadza się na konkretny sposób pracy, a terapeuta za każdym razem wyjaśnia to oporem, unikaniem lub zaburzeniem klienta, możliwość wspólnej korekty znika.
To nie oznacza, że terapeuta ma zawsze spełniać oczekiwania. Ma jednak obowiązek traktować informację zwrotną jako część procesu, a nie automatyczny dowód patologii osoby.
Niedopasowanie nie musi oznaczać winy
Dwoje kompetentnych ludzi może do siebie nie pasować. Klient może potrzebować bardziej ustrukturyzowanej pracy, a terapeuta pracuje w sposób otwarty i eksploracyjny. Ktoś może oczekiwać konkretnego planu, a inna osoba lepiej korzysta z powolnego budowania rozumienia.
Zmiana terapeuty w takiej sytuacji nie musi oznaczać, że pierwszy terapeuta był zły albo klient „uciekł przed terapią”.
Dopasowanie jest częścią praktycznej decyzji.
Sprawdź, czy cele nadal są wspólne
Po kilku miesiącach warto wrócić do pytania, po co odbywa się terapia. Cel mógł się zmienić, problem początkowy mógł ustąpić albo pojawił się nowy obszar.
Jeżeli terapeuta i klient pracują nad różnymi rzeczami, napięcie może wynikać nie z relacji, ale z braku aktualnego uzgodnienia celu.
NICE w podejściu shared decision making podkreśla wspólne ustalanie celów, opcji i momentu przeglądu decyzji. To przydatna zasada także dla dłuższego procesu psychoterapii.
Brak poprawy wymaga rozmowy, nie magicznej liczby sesji
Nie ma jednego terminu, po którym każda terapia powinna „zadziałać”. Różne problemy i metody mają różny przebieg.
Jeżeli jednak przez długi czas nie ma żadnej zauważalnej zmiany, a plan terapii nigdy nie jest omawiany, warto zapytać, jak terapeuta ocenia przebieg i jakie widzi alternatywy.
Odpowiedź „musisz po prostu dłużej przychodzić” bez wyjaśnienia nie zawsze jest wystarczająca.
Pogorszenie warto traktować jak dane
Niektóre sesje mogą zwiększać emocje. To nie musi oznaczać szkody. Jeśli jednak przez wiele tygodni osoba funkcjonuje coraz gorzej, nasilają się zachowania ryzykowne albo pojawiają się nowe objawy, plan wymaga ponownej oceny.
Nie powinno się automatycznie tłumaczyć trwałego pogorszenia zdaniem „terapia otwiera trudne rzeczy”.
Czasem potrzebna jest zmiana tempa, metoda o lepszych dowodach dla danego problemu, konsultacja psychiatryczna lub medyczna albo inny poziom opieki.
Naruszenie granic nie wymaga eksperymentu „jeszcze kilka sesji”
Jeśli pojawia się seksualizacja relacji, presja finansowa, groźby, wykorzystywanie poufnych informacji, nakłanianie do prywatnych korzyści albo inne poważne naruszenia, klient nie ma obowiązku pozostawać, żeby sprawdzić, czy terapeuta sam to naprawi.
Można zakończyć kontakt i w zależności od sytuacji skorzystać z procedury skargowej organizacji zawodowej albo innej właściwej ścieżki.
Bezpieczeństwo ma pierwszeństwo przed romantyczną wizją „przepracowania wszystkiego w relacji”.
Można zapytać o zmianę metody lub skierowanie do kogoś innego
Profesjonalny terapeuta powinien znać granice własnych kompetencji. Jeśli problem wymaga innego przygotowania, możliwą dobrą decyzją jest konsultacja lub przekazanie do specjalisty.
Skierowanie dalej nie jest porażką. Może być przejawem odpowiedzialności.
Zakończenie terapii też jest częścią relacji
Jeżeli nie ma zagrożenia i osoba czuje się wystarczająco bezpiecznie, rozmowa o planowanym zakończeniu może być wartościowa. Można podsumować, co się zmieniło, co nadal pozostaje trudne i jakie sygnały miałyby skłonić do ponownego szukania pomocy.
Nie oznacza to obowiązku odbywania wielotygodniowego rytuału zakończenia, jeśli klient tego nie chce. Zasady powinny być proporcjonalne do rodzaju procesu.
Ghosting może chronić, ale czasem odbiera ważną rozmowę
Osoba może po prostu przestać przychodzić, szczególnie gdy kontakt stał się niebezpieczny. W relacji, która jest zasadniczo bezpieczna, nagłe zniknięcie może jednak pozostawić niewyjaśnione pytania.
Jeśli możliwe jest powiedzenie „myślę o odejściu, bo...”, reakcja terapeuty może pomóc podjąć decyzję.
Zmiana terapeuty nie kasuje wcześniejszej pracy
Nawet proces, który się zakończył, może pozostawić wiedzę o własnych potrzebach, granicach i stylu pracy, który pomaga lub przeszkadza. Kolejnemu terapeucie można powiedzieć, co było użyteczne, a co nie.
To nie jest donos na poprzednią osobę. To informacja o doświadczeniu klienta.
Najważniejszym pytaniem nie jest „czy mam być lojalny wobec terapeuty”. Psychoterapia ma służyć osobie korzystającej z pomocy. Jeśli relacja pozwala na rozmowę, warto wykorzystać tę możliwość. Jeśli bezpieczeństwo jest naruszane albo proces nie ma sensownego kierunku mimo prób korekty, zmiana może być odpowiedzialną decyzją.